Zaproszenie

Od 7 do 25 czerwca 2021 w DOMU KULTURY w GALERII SALA PIECOWA

będzie dostępna prezentacja dorobku SEKCJI MALARSKIEJ RUTW.

Wystawa jest poświęcona pamięci Pani JOANNY KOT.

Szczegóły na stronie: Wystawa retrospektywna - Dom Kultury w Rawiczu


ZAPRASZAMY do obejrzenia WYSTAWY

oraz innych wydarzeń organizowanych przez RAWICKI DOM KULTURY!

Informacje na stronie: Dom Kultury w Rawiczu


GALERIA ZDJĘĆ


 

Sekcja historii i tradycji regionu


MAJÓWKA WŚRÓD DĘBÓW I PAPROCI

- spacer żółtym szlakiem przez „dolinę świętojańską”


opracowała: mgr Marta Hamielec


Kolejny raz zachęcamy Seniorów do aktywności na świeżym powietrzu oraz korzystania z różnych form rekreacji ruchowej połączonej z poznawaniem ciekawych miejsc i lokalnej historii. Tym razem proponujemy spacer lub wycieczkę rowerową żółtym szlakiem PTTK z Rawicza w okolice Żylic. To kilkukilometrowa wędrówka (albo przejażdżka) przez rawickie przedmieścia i malowniczą o tej porze roku „dolinę świętojańską” z jedynym na ziemi rawickiej rezerwatem przyrody. Osoby cieszące się bardzo dobrą kondycją zachęcamy do odbycia dłuższej wyprawy – do tajemniczego miejsca pojedynku przywódcy powstania styczniowego, Stefana Bobrowskiego, a nawet do Dąbrówki, gdzie kończy się znakowany żółty szlak. Podczas takiej „majówki” aktywnie wypoczywamy, obcujemy z leśną przyrodą, zdobywamy wiedzę o ekologii i poznajemy historyczne ciekawostki!

Punktem, w którym warto rozpocząć wycieczkę, jest węzeł szlaków turystycznych PTTK przy dworcu kolejowym w Rawiczu. W tym samym miejscu ma swój umowny początek miejski zielony szlak PTTK, prowadzący w kierunku centrum i do najważniejszych zabytków. Wybieramy jednak trasę w przeciwnym kierunku, oznakowaną w terenie znakami żółtymi (biało-żółto-białe pasy lub strzałki). Zgodnie z oznakowaniem z Rawicza przemieszczamy się w kierunku wiaduktu północnej obwodnicy (DK36), pod nim skręcamy na drogę techniczną, następnie na obszary leśne w pobliżu leśniczówki „Dębno”. Do lasu najlepiej zejść z drogi technicznej przy stylizowanym drewnianym drogowskazie dojazdu do leśniczówki.

W pobliżu tego miejsca widoczne są także pozostałości infrastruktury kolejowej, resztki nasypu i torowiska zlikwidowanej ostatecznie w latach 90. XX w. linii Legnica – Rawicz - Kobylin, którą starsi rawiczanie często wspominają i darzą sentymentem. Przez „dolinę świętojańską” przejeżdżały od 1898 roku pociągi towarowe i osobowe relacji Rawicz – Legnica. Średnia prędkość lokomotyw wynosiła wówczas ok. 30-40 km/h. Ciekawostką jest fakt, że w dwudziestoleciu międzywojennym była to linia transgraniczna – Wiewierz (Wieża, niem. Wehrse) była ostatnim przystankiem na terytorium III Rzeszy, a Rawicz pierwszą stacją po polskiej stronie. Właśnie na obszarze „doliny świętojańskiej” tory przecinały linię granicy państwowej. Po II wojnie światowej pociągi kursujące tą trasą z Wielkopolski na „ziemie odzyskane” ironicznie nazywano „szabrownikami”. Trakt kolejowy został w kilku punktach bezpowrotnie przerwany w związku z budową północnej obwodnicy Rawicza i drogi ekspresowej S5. Pozostałości są jedynie ciekawostką dla miłośników zabytków dawnego kolejnictwa. To między innymi dwa przedwojenne żelazne mosty kolejowe nad Masłówką i jednym z kanałów. Są one jednak usytuowane poza szlakami pieszymi i raczej trudno dostępne.

Odcinek szlaku żółtego PTTK prowadzący przez „dolinę świętojańską” to niewątpliwie najciekawszy pod względem przyrodniczym fragment całej trasy. Częściowo pokrywa się z leśną ścieżką przyrodniczo-dydaktyczną. Wyznaczają ją tablice edukacyjne z wiadomościami na temat ochrony przyrody, w szczególności drzewostanu, oraz występujących na tym obszarze gatunków roślin i zwierząt. Napotkane tu okazy to m.in. unikatowy jarząb szwedzki, buk, sitowie leśne, orlica, wiązówka błotna, rozmaite odmiany paproci i stanowiska bluszczu. Mijane śródleśne łąki są ostoją saren, zajączków, bocianów, płazów oraz owadów. Ciekawą planszą jest „zegar ptasiego śpiewu”, ilustrujący dobową aktywność poszczególnych gatunków tutejszych ptaków. W lesie są też miejsca postojowe z ławkami – tam warto odpocząć przed dalszą wędrówką. „Sercem” doliny jest rezerwat „Dębno” – obszar chroniony, utworzony w 1961 roku, obejmujący ok. 8 hektarów lasu mieszanego. Ścisłej ochronie podlega tutaj kilkusetletni drzewostan dębowy i sosnowy. Najstarsze dęby są pomnikami przyrody i liczą pawie 300 lat. Na obszarze rezerwatu występują także żerowiska unikatowego gatunku owada – kozioroga dębosza, jednego z największych europejskich chrząszczy. Charakterystycznym elementem tutejszego krajobrazu są też połacie paproci leśnych, osiągających nawet metr wysokości. Być może właśnie z powszechnym występowaniem tych roślin związana jest zwyczajowa nazwa obszaru: „dolina świętojańska” (nie jest to geograficzna nazwa własna). Według wierzeń ludowych tylko w czerwcową noc świętojańską paprocie zakwitały, a osoba, która znalazła kwiat, miała zapewnioną miłość i wielkie szczęście, była chroniona przed złymi mocami i chorobami. Zapewne więc wśród dawnych rawiczan nie brakowało amatorów wiosennych spacerów do lasów nad brzegami Masłówki.

Na skraju rezerwatu otwiera się malowniczy – szczególnie wiosną i jesienią – krajobraz nadrzecznych łąk otaczających brzegi Masłówki i zbiornik retencyjny z przepompownią „Izbice”. Zbiornik pełni przede wszystkim funkcje przeciwpowodziowe, melioracyjne, w latach 2007-2008 został przebudowany i powiększony. Obecnie sąsiaduje z nim droga ekspresowa S5. W związku z jej budową nieznacznie zmienił się przebieg żółtego szlaku turystycznego. Zbiornik można obejść dookoła i wrócić do Rawicza kilkoma wariantami dróg: asfaltową drogą techniczną wzdłuż trasy ekspresowej S5 w kierunku Masłowa (ta opcja jest dogodna szczególnie dla rowerzystów), drogą techniczną, a następnie leśną przez most na Masłówce, do strzelnicy sportowej i leśniczówki „Dębno”, leśnymi ścieżkami w stronę stadionu żużlowego, mijając przy jednej z nich dwa okazałe dęby – pomniki przyrody noszące imiona Stanisław i Niemen. Obecnie kompleks leśny z rezerwatem można objechać dookoła rowerami: dużą lub małą „Pętlą Rodzinną” (szlaki nie są jeszcze oznakowane w terenie, ale pojawiają się na najnowszych mapach turystycznych okolic Rawicza).

Opuszczenie rezerwatu nie musi oznaczać końca spaceru lub przejażdżki rowerowej, oczywiście jeżeli dysponujemy odpowiednimi siłami. Można kontynuować wycieczkę żółtym szlakiem PTTK do „kamienia Bobrowskiego” – upamiętniającego miejsce tragicznego pojedynku i śmierci polskiego bohatera narodowego, politycznego przywódcy powstania styczniowego, lidera stronnictwa „Czerwonych” (zwolenników reform społecznych i walki zbrojnej o niepodległość), członka polskiego Rządu Narodowego oraz naczelnika Warszawy. Jego misję na rzecz walki o odzyskanie niepodległości w 1863 roku przerwali polityczni prowokatorzy – Polacy należący do opozycyjnego stronnictwa „Białych”, zwolennicy układów politycznych z zaborcami. Pod pretekstem naruszenia konwenansów obyczajowych (niepodanie ręki na pożegnanie w miejscu publicznym) Stefan Bobrowski został wyzwany na pojedynek przez hrabiego Adama Grabowskiego, mającego złą reputację awanturnika oskarżonego o przywłaszczenie pieniędzy przeznaczonych na pomoc dla powstańców. Naczelnik Warszawy stanął w obliczu tragicznego wyboru: pomiędzy utratą osobistego honoru w razie uniknięcia udziału w pojedynku lub ogromnego ryzyka śmierci. Wybrał honorowe, aczkolwiek ryzykowne rozstrzygnięcie. Ostatecznie pojedynek odbył się 12 kwietnia 1863 roku w lesie niedaleko Łaszczyna i Żylic, wchodzącym wówczas w skład dóbr rodowych Sczanieckich. Bobrowski, będąc krótkowidzem nie miał szans zwycięstwa i zginął trafiony kulą w samo serce. Pytanie – dlaczego scenerią tragicznego zdarzenia były akurat okolice Rawicza – pozostaje do dzisiaj zagadką. Wydarzenie stało się elementem lokalnej historii, jednocześnie tematem sensacyjnych opowieści, podstawą oskarżeń o „mord polityczny” oraz wielką, skrywaną latami przez nielicznych świadków tajemnicą. Należy dodać, że Bobrowski został pochowany potajemnie, bez udziału rodziny, na cmentarzu przy kościele w Łaszczynie.

Dotarcie do „kamienia Bobrowskiego” od strony rezerwatu i zbiornika ułatwia wiadukt nad trasą S5. Do wiaduktu można dojechać także samochodem z Żylic i Izbic. Bezpieczny jest powrotny przejazd rowerem drogą techniczną wzdłuż S5 w kierunku Załęcza – to fragment dużej rowerowej „Pętli Rodzinnej”. Decydując się na kontynuację wędrówki całym szlakiem żółtym, liczącym w sumie ok. 12 km długości, kończymy majową wyprawę w Dąbrówce, w pobliżu zabytkowego XIX-wiecznego pałacu, który obecnie, dzięki nowym właścicielom, odzyskuje dawny urok.


GALERIA ZDJĘĆ

 

KIEDY ŚWIAT STAJE SIĘ SZARY - MATERIAŁ O DEPRESJI


opracowała: mgr Barbara Szober


Ten materiał miał się pojawić już miesiąc temu, ale w znaczącym zakresie temat sam się na mnie zilustrował. I doświadczyłam wiele z tego o czym Państwu piszę. Ponieważ jednak sprawa, którą poruszam jest ponadczasowa, zapraszam do zapoznania się.

Dobrze ponad rok już minął od czasu, gdy zmienił nam się styl, tryb życia. Za nami kolejne dni, pory roku i święta, które spędziliśmy w sposób odmienny niż tradycja nakazuje. Pomimo „przećwiczenia” tej sytuacji, nie należy oczekiwać, że w tym roku byliśmy już świetnie zaadaptowani, przystosowani do sytuacji, a wprowadzone zmiany nie stanowią dla nas co najmniej dyskomfortu.

Prawdopodobnie są wśród nas osoby, które dość dobrze radzą sobie w zmienionych obowiązujących zasadach życia. Większość ludzi jednak źle znosi obostrzenia, lockdown, ograniczenia i utrudnienia w funkcjonowaniu. Zmiany wprowadzone w zasadach życia społecznego nie ułatwiają nam egzystencji. Trudniej jest nam funkcjonować w każdym właściwie obszarze życia. Zupełnie naturalny jest zatem fakt, że obserwujemy u siebie złe samopoczucie w sferze emocji, obniżenie nastroju. Większość z nas skarży się na podenerwowanie, czasami trudności ze spaniem czy apetytem. Cała gama cech złego samopoczucia jest absolutnie prawidłowa w tej sytuacji. W sumie jest to reakcja, której można oczekiwać, biorąc pod uwagę warunki, w których teraz żyjemy. Utrzymanie dobrego nastroju wymaga z naszej strony pewnego wysiłku. Dla jednych jest to wysiłek mniejszy, dla innych większy.

Chcę jednak zwrócić uwagę Państwa na ludzi, na sytuacje, która wykraczają poza poziom reakcji na określone realia życiowe. Człowiek, jako istota żywa, odpowiada, reaguje na zmieniające się warunki. Mówimy wówczas o adaptacji, przystosowaniu. Reagujemy na zmieniające się okoliczności życiowe. Miewamy zatem podwyższony nastrój lub obniżony nastrój. Adekwatnie do sytuacji – gdy coś nas ucieszyło, spotkała nas przyjemność – cieszymy się, jesteśmy zaś smutni, bo spotkała nas przykrość. Może być nawet i tak, że czymś się ucieszymy albo zmartwimy za bardzo. Zdarza się, że otoczenie dziwi się:

- „A czym tu się … cieszyć / martwić?” Tak też się przecież zdarza, że nasze emocje są nie zawsze w swej sile absolutnie odpowiednie do sytuacji. Wszystko to jednak mieści się w obszarze przeciętnych zachowań ludzkich. Tak z nami przecież jest. I dzieje się niezależnie od wieku, posiadanych zasobów, poziomu geniuszu czy poczucia, że mamy życie dobre mniej lub bardziej. Zmiany nastroju to normalne elementy codziennego życia emocjonalnego.

Chcę jednak zwrócić Państwa uwagę na tak dojmujące uczucie pustki, smutku, nastroju obniżonego bez przerwy, które nie mija, a w efekcie pochłania radość życia i nie pozwala przeżywać radości życiowych. Taki utrzymujący się nastrój może oznaczać, że człowieka dotknęła choroba zwana DEPRESJĄ. Zgodnie z danymi statystycznymi - w Polsce nawet 1,5 mln osób zmaga się z tym schorzeniem. Według szacunków Światowej Organizacji Zdrowia, do 2030 roku depresja będzie najczęściej występującą chorobą na świecie.

Czasami zdarza się, że używamy nazwy DEPRESJA, by opisać swój smutny nastrój, ale choroba o tej nazwie to znacznie więcej. Często zdarza się, że osoby chorujące nie mówią o smutku, a raczej skarżą się na dominującą apatię, brak napędu, energii życiowej, ochoty do aktywności. Zdarzyło mi się spotkać osobę, która mówiąc o swoich doświadczeniach w chorowaniu na depresję powiedziała, że „musi co rano się rozpędzić, żeby wstać z łóżka, a i tak wydaje się, że to zbyt trudne”. Wiele osób mówi o „pochłonięciu przez czarną dziurę”, o tym, że nic nie ma sensu.

Depresja jest chorobą, na którą chorują ludzie w każdej grupie wiekowej, a zatem także seniorzy. Według statystyk wśród osób starszych nawet 25 procent pacjentów zgłaszających się do lekarza ogólnego cierpi na zaburzenia depresyjne, a zgodnie z przewidywaniami należy oczekiwać dalszego wzrostu liczby przypadków depresji u osób po 65.roku życia. Niektórzy szacują, że lekkie objawy depresji dotyczą prawie połowy wszystkich seniorów.

Depresja jest chorobą i należy ją leczyć. Na jakie objawy zatem trzeba zwrócić uwagę? Otóż wspomniana choroba tym się różni od zwyczajnego uczucia smutku, że dezorganizuje życie codzienne. Człowiek ulega intensywnemu i utrzymującemu się uczuciu bezsilności, bezradności czy beznadziei tak bardzo, że uczucie to nie pozwala normalnie wykonywać czynności życia codziennego, pracować, a nawet jeść, spać, czy spędzać czas na ulubionych kiedyś czynnościach. Osoba cierpiąca przestaje interesować się dotychczasowym hobby, unika spotkań ze znajomymi, codzienne obowiązki przytłaczają, może też towarzyszyć jej poczucie ciągłego zmęczenia, a odpoczywanie nie pomaga.

U seniorów depresję wzmacniają takie czynniki, jak obecność przewlekłych chorób, które są przyczyną ogólnego pogorszenia funkcjonowania organizmu, jak choroby metaboliczne, czy artropatie. Generalnie pogorszenie sprawności ruchowej, a także samodzielności utrwala stres emocjonalny, czemu sprzyjają także zdarzenia o negatywnym zabarwieniu, nieuchronne w naszym życiu, jak utrata bliskich, usamodzielnianie się dzieci i ich oddalenie, a także problemy natury ekonomicznej. W dzisiejszym świecie nakładają się, oczywiście, dodatkowe stresy wynikające z obecności pandemii. Należy też podkreślić, że depresja przychodzi cicho i niepostrzeżenie. Człowiek powoli traci chęć aktywności, staje się bierny, apatyczny, bez poczucia sensu życia. Pojawia się za to pragnienie samotności i niezrozumienia przez innych, a wszystko co nas interesowało – obojętnieje. Warto też przedyskutować z lekarzem pojawienie się bezsenności, migreny, brak apetytu lub nadmierny apetyt. Poważnie należy potraktować objawy występujące prawie codziennie, przez większą część dnia przez ponad dwa tygodnie.

Należy pamiętać, że każdy ma gorszy dzień i czasami ból głowy, i to nie oznacza, że mamy depresję, ale warto obserwować co się z nami dzieje. Dlatego też proszę Państwa o obserwację swoich przyjaciół i znajomych. Jeśli któraś z osób znanych nam zmienia się w swoim zachowaniu codziennym – może warto porozmawiać o chorobie zwanej depresją. Choroby się leczy i lekarz psychiatra może nam pomóc. Chcę Państwu zwrócić uwagę, że jako słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku jesteście awangardą, osobami wprowadzającymi nowoczesność. Zatem pora przestać ukrywać, że korzysta się ze wsparcia psychiatry czy psychoterapeuty albo psychologa… Z wizyty u ortopedy rzadko kto czyni tajemnicę, a z wizyty u psychiatry? Człowiek jest istotą z ciała i psychiki – naraz i we wzajemnym sprzężeniu. Nie inaczej. Jeśli nie my, to kto? Tym bardziej, że jest nam potrzebne wsparcie specjalistyczne. Żeby cieszyć się życiem, być twórczym, być aktywnym.

Wspomnę jeszcze, że możliwa, a nawet potrzebna jest profilaktyka. Co nie sprzyja depresji? Przede wszystkim słońce, świeże powietrze, ruch, umiejętność radzenia sobie ze stresem, zdrowe jedzenie. Jeżeli jednak człowiek nie zauważył i objawy się pojawiły, to warto zasięgnąć opinii specjalisty i przyjąć odpowiednią pomoc.

Na wszelki wypadek, gdyby ktoś nie wiedział co robić, to kilka numerów telefonów, które mogą się przydać:

Antydepresyjny Telefon Forum Przeciw Depresji

tel. 22 594 91 00
(czynny w każdą środę – czwartek od 17.00 do 19.00)
koszt połączenia jak na numer stacjonarny
wg taryfy Twojego operatora telefonicznego

Telefon zaufania dla osób dorosłych
w kryzysie emocjonalnym

tel. 116 123
 (poniedziałek-piątek od 14:00-22:00, połączenie bezpłatne)

prawny: czwartki

Bezpłatna linia wsparcia dla osób po stracie bliskich

tel. 0 800 108 108
 (poniedziałek-piątek od 14.00 do 20.00)

Telefoniczna Pierwsza Pomoc Psychologiczna

tel. 22 425 98 48
(poniedziałek – piątek od 17:00 do 20:00 / sobota od 15:00 do 17:00)


 

 

 

 


 

"Senior online" - wirtualne spotkanie


Asp. Katarzyna Starczewska

Asystent ds Profilaktyki Społecznej  

Komenda Powiatowa Policji w Rawicz


Serdecznie pragnę poinformować wszystkich zaprzyjaźnionych z rawicką Komendą Powiatową Policji w Rawiczu, a w szczególności seniorów, iż od 1 marca 2021r nasi policyjni koledzy z Komendy Powiatowej Policji w Górze uruchomili swój flagowy program pod nazwą „Senior Online”. Jest on skierowany do wszystkich osób a zwłaszcza osób starszych.

„Senior Online” powstał w wyniku potrzeby kontaktu społeczności lokalnej z Policją z uwagi na trwającą pandemię Covid -19. Mając na celu bezpieczeństwo wszystkich osób, od 1 marca 2021r, w sposób cykliczny – comiesięczny na kanale YouTube wchodząc na profil Komendy Powiatowej Policji w Górze lub wpisując w YouTube - Senior Online Góra będzie można uczestniczyć w multimedialnej relacji z Funkcjonariuszami Komendy Powiatowej Policji w Górze. W trakcie transmisji za pomocą wstawiania komentarzy, będzie można zadawać pytania prowadzącym spotkanie.

Najbliższa transmisja odbędzie się w dniu 10 maja 2021r. o godzinie 9.00

Zapraszamy do uczestnictwa w spotkaniach, jednocześnie zwracamy się z gorącą prośbą do rodzin seniorów o pomoc przy logowaniu się do strony.

W związku z możliwością aktywnego uczestnictwa w spotkaniu, zwracam się z prośbą o tzw. "pocztę pantoflową", by zrzeszone grupy seniorów za pośrednictwem dostępnych narzędzi typu sms, mail, wiadomość whats app, messenger, profil facebook rozesłały tę wiadomość do jak największej ilości osób. Może są wśród Was osoby, które mają potrzebę zadania pytania funkcjonariuszowi Policji, porozmawiania z przedstawicielem naszej służby.  

Serdecznie zapraszam do udziału w spotkaniach.


LINK DO SPOTKANIA  https://www.youtube.com/watch?v=mWVb_6kLy98 


 

 

Sekcja historii i tradycji regionu


WIELKANOC W WIELKOPOLSCE – TRADYCJE, OBRZĘDY, PRZESĄDY


Opracowała: mgr Marta Hamielec


Wielkanoc to wyjątkowy czas radosnego świętowania w rodzinnym gronie, modlitewnej zadumy w świątyniach, święcenia potraw, pierwszych promieni wiosennego słońca, a w dawnej kulturze ludowej rozmaitych zwyczajów, ciekawych obrzędów i przesądów, zróżnicowanych pod względem regionalnym.

Poprzedzający Święta Wielkanocne Wielki Post obchodzono dawniej w Wielkopolsce bardzo surowo. Mieszkańcy wsi i dworów szlacheckich nie organizowali zabaw, biesiad, wesel, ani spontanicznych potańcówek, za to więcej czasu spędzali w kościołach i na postnych procesjach z udziałem pątników. Zmieniały się serwowane przez gospodynie potrawy. Jedzono pokarmy bezmięsne, m.in. „polewkę” – zupę z kwaśnego mleka lub maślanki zaprawioną mąką, w Poznaniu „nawarkę” (gwarowa nazwa: „noworka”), placki ziemniaczane („bambrzoki”) i pyry z myrdyrdą lub gzikiem, czyli ziemniaki z zasmażką albo twarożkiem. Mieszkańcy Hazów przez ten okres żywili się postnym żurem, który później, w trakcie Wielkiego Tygodnia tak chętnie „żegnali”. Na postnych stołach mieszkańców Biskupizny pojawiały się częściej śledzie w oleju.

Świętowanie rozpoczynano już w Niedzielę Palmową, upamiętniającą w kościele katolickim wjazd Jezusa do Jerozolimy, nazywaną w Wielkopolsce także „niedzielą kwietną”. W całym regionie wykonywano i święcono podczas nabożeństw palmy wielkanocne. Dekoracje palmowe były robione wyłącznie z naturalnych składników – gałązek wierzby, trzciny, wysokich traw, roślin nadrzecznych. Uplecionymi i poświęconymi palemkami domownicy lekko okładali się nawzajem, co miało zagwarantować energię do pracy i przypływ sił witalnych. Poświęcone „kocanki” połykano w celu zapewnienia sobie zdrowia, w szczególności zdrowego gardła. Hazacy mówili, że w Niedzielę Palmową trzeba „gutnąć po bazince”… Na Hazach do XX wieku zachował się zwyczaj odwiedzania gospodarstw przez panny z „nowym loutkiem”, czyli świeżymi gałązkami drzew i krzewów z pąkami. Dziewczęta ubrane w jasne sukienki śpiewały: „Nowe loutko w sieni, / Pani gospodyni, / Jak chcecie ogledować, to musicie coś darować. / Jeśli jajko albo kurkę, dostaniecie ładną córkę”. Od starszych gospodyń, także swoich przyszłych teściowych, otrzymywały drobne upominki, najczęściej jajka. W okolicach Gniezna z „nowym lotkiem”, tam nazywanym „gaikiem”, chodzili po wsiach i dworach kawalerowie, śpiewając: „Do tego pałacu wstępujemy / zdrowia, szczęścia winszujemy. / Dajcie nam, dajcie placków malowanych i jajami smarowanych”. Natomiast w rejonie Śmigla dzieci nosiły „latko” – gałązkę udekorowaną wstążkami, papierkami, wydmuszkami, na koniec wrzucając je do stawu lub strumienia. W północnej Wielkopolsce praktykowano zwyczaj „budzenia hałasem wiosny” – to zadanie przypadało z kolei najmłodszym mieszkańcom, którzy biegali po polach i łąkach z grzechotkami, kołatkami i piszczałkami, aby donośnym dźwiękiem pobudzić uśpioną przyrodę.

Wielki Tydzień był okresem… wielkich porządków, które należało ukończyć do soboty. Mieszkańcy Hazów rozpalali ogniska w ogrodach i na polach, paląc zimowe śmieci, a na koniec stare „drapoki”, czyli nieprzydatne już miotły. Najczęściej w Wielki Czwartek na Hazach odbywał się jeden z najbardziej charakterystycznych dla tego mikroregionu obrzędów ludowych – „palenie żuru”. Młodzież wychodziła na pola z „ofiarą” – chłopcem, który niósł na plecach gar z postną potrawą. Wspólnie rozbijano naczynie, a żur wylewał się do wykopanego dołka i przy okazji na spodnie „ofiary”. W tym miejscu rozpalano wieczorami ogniska, płonęły „drapoki” i przy ogniu mieszkańcy symbolicznie żegnali zimę oraz post. W okolicach Gniezna i na Kujawach stare garnki z żurem rozbijano o drzwi domostw. W powiecie kościańskim w Wielki Czwartek gospodarze gotowali na twardo jajka w cebuli i cynamonie, następnie chowali je w różnych miejscach, a zabawa dzieci polegała na ich odnajdywaniu. Wielki Piątek to tradycyjne „Boże Rany” – wtedy „rózgami dostawał młody i stary”, gospodynie lekko biły domowników, co miało im zagwarantować szczęście oraz zdrowie.

W Wielką Sobotę w całej Wielkopolsce święcono potrawy, a na ziemi rawickiej także zebrane w poprzednim roku zioła i uplecione wianki cierniowe, które wieszano na kołkach wbitych w granice pól, aby zapewnić sobie urodzajne zbiory i zabezpieczenie przed klęskami. W okolicy Kościana zamiast wianków zaplatano krzyżyki cierniowe.

Po mszy rezurekcyjnej odbywały się nieformalne wyścigi powozów, podobnie jak w Boże Narodzenie. Panował przesąd, że gospodarz, który pierwszy wróci do swojego gospodarstwa, pomyślnie i najszybciej ukończy żniwa. Ważnym momentem niedzielnego świętowania było rodzinne spotkanie, gdy „zasiadano do święconego”. Ilość i jakość potraw wielkanocnych zależała oczywiście od statusu materialnego mieszkańców. XIX-wieczny opis tradycyjnego posiłku wielkanocnego bogatych gospodarzy ze wschodniej Wielkopolski znajdziemy w dziele Oskara Kolberga: „…Na środku izby stał stół przykryty czystym obrusem, a na nim zastawione jaja białe i malowane w zieleni, a kiełbasy jako węże koło nich się wiły; dalej szły szynki, cielęce pieczenie, placki, baby, chleb, ser, masło i owoce, wszystko w zieleni, a w środku stał baranek z masła z chorągiewką.” Do dobrych obyczajów należało dzielenie się potrawami świątecznymi z ubogimi sąsiadami.

Poniedziałek Wielkanocny to oczywiście „dyngus”, a także bogaty w przesądy, szczególnie matrymonialne, dzień wróżb kawalerskich i małżeńskich. Wielkopolanie następująco opisywali zwyczaj oblewania się wodą: „Wody żeśmy nie żałowali, lejąc garnkami, dzbanami, szklankami, od stóp do głów, tak, że w izbach i kaczki pływać by mogły. Po zabawie trza się było przebrać, bo jeżeli na dziewczętach suchej nitki nie było, to i z nas, chłopców każdy był porządnie zmaczany.” Na wsiach często zdarzało się, że kultywujący tę „mokrą tradycję” młodzieńcy tracili w zabawie umiar – wrzucali dziewczęta to koryt z lodowatą wodą, a nawet do stawów i przerębli. Na terenie Wielkopolski w drugie święto można było spotkać na wiejskich drogach pochody przebierańców, nazywanych przez etnografów „wiosennymi kolędnikami”. Skład osobowy był regionalnie zróżnicowany i uzależniony od lokalnych tradycji. W okolicy Kościana i Śmigla gospodarstwa odwiedzał „niedźwiedź” (przebieraniec w kożuchu imitującym niedźwiedzią skórę lub kostiumie ze słomy) prowadzony przez „parobka” i „babę”, która zbierała drobne datki i upominki, najczęściej jajka i ciasto. Z poznańską Ławicą (niegdyś wsią, obecnie dzielnicą z lotniskiem) związane są „Żandary” – pochód przebierańców w kolorowych maskach, na czele z „muzykantem”, „księdzem”, „babą”, „niedźwiedziem”, ubranym na czarno „kominiarzem” i „żandarmem” z charakterystycznym atrybutem – małym drewnianym konikiem. Uczestnicy zabawy gonili przechodniów, smarowali dzieci sadzą, oblewali wodą kobiety i składali mieszkańcom życzenia. Na zakończenie „baba” i „kominiarz” wspinali się na komin miejscowej piekarni. Zwyczaj zachował się do współczesności.

Na Hazach i Biskupiznie w Poniedziałek Wielkanocny odbywało się dużo ślubów – wierzono, że zawierane w Wielkanoc małżeństwa będą zgodne i szczęśliwe.

Zgody i szczęścia życzymy Wszystkim!